Pokazywanie postów oznaczonych etykietą związki partnerskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą związki partnerskie. Pokaż wszystkie posty

Zrozum.. gdy ja gwałcę to jest to tylko filozofia


Przez weekend poseł Palikot zaszokował na tyle, że przez krótką chwilę zamarły feministki, a zaprzyjaźnione z oświeconymi media na wszelki wypadek oburzyły się. Nie będę analizować tego czy mówienie, że kobieta chce być zgwałcona czy też nie, jest tylko filozoficznym odniesieniem podobnym do „katolickiej cioty” i tylko tępe nieoświecone, niewykształcone towarzystwo od cepa nie rozumie subtelności płynących z gardła Palikota.

Nietzche –mówi Wam coś to nazwisko? Mnie gdzieś dzwoni, ale słyszałam, że niektórzy słowa Janusza wiązali także z Freudem. I jak na to nie spojrzeć, kobiety, które w piłce nożnej widzą akt kopulacji, w Wikipedii szukają penisów gramatycznych, a w słowie „kocham” atak na dziewictwo i niecne zamiary -można podejrzewać o jakieś rozszalałe fantazje. Wg Nietzchego albo Freuda :)

No, ale fantazja fantazją, ale ten kto coś o nich wie, powinien gębę trzymać na kłódkę.

Zajmę się czymś innym. Czymś co zwróciło moją uwagę i posadziło z wrażenia z hukiem w fotel. Ale zanim Wam powiem o co mi chodzi przypomnę, że nie raz pisałam o bardziej propagandowym zachowaniu środowiska oświeconych, za którym nie szła ilość poparcia tylko głośność zaznaczania swojej obecności.

A to parady z udziałem wszystkiego, nawet bojówek niemieckich, a to media nagłaśniające tygodniami nieistniejące problemy mające udowodnić, że w kraju „toczy się dyskusja” –mimo tego, że się nie toczyła. A to akcje mailowe mające na celu pokazać siłę i wpływy na politykę czy sprzedaż dóbr, a to powtarzanie miliony razy przez tych samych redaktorów, że tylko oświeceni mogą Polaków wyzwolić.

Taki irytujący huk, który jest niczym petardy wyrzucane bez sensu i bez powodu.

I wczoraj, po batach jakie zebrał poseł Rozenek w „7 dniu tygodnia” dostałam potwierdzenie, że cała ta partia oświeconych to jedna wielka ściema propagandowa. To jeden wielki pijar mający na celu pokazać, że oni są WIELCY i jest ich MASA.

A jest tylko kilka, może kilkunastu awanturników na forach.

Poseł Rozenek tak się wkurzył w 33 minucie programu, że gdy red. Olejnik powiedziała, że Wandę Nowicką prosiły środowiska kobiece by nie odchodziła, wypalił od razu:

„Przez jakie kobiety, paniii redaktor proszę..
 Z Kongresu Kobiet.
No proszę.. słynne MITYCZNE środowisko kobiet, które RZEKOMO głosowało na Wandę Nowicką..”

Dalej sobie dosłuchajcie sami. Fascynujące.
__________
Nawet nie oczekuję, że po ostatnich słowach Palikota pojawi się list naukowców potępiający posła, tak samo jak nie było potępienia gdy Kuba Wojewódzki palnął o Ukrainkach. Nie oczekuję, że feministki potepią Palikota za seksistowskie słowa, bo pół roku temu też była mowa o gwałcie i nic.

Chociaż wydaje mi się, że słowa prof. Pawłowicz w porównaniu z wyczynami Palikota to przedszkole. Czymże jest śmianie się z „twarzy boksera” wobec gadki o gwałcie czy nazwaniem ministra „ciotą”? Albo napisaniem, że były prezydent wraz z żoną powinien leżeć w „rynsztoku a nie na Wawelu”.

A to tylko trzy złote myśli króla lewicy.

Nie spodziewam się też, że feministki odejdą od Palikota. One są teraz jak poniżane kobiety, które nie mają dokąd pójść, a trzeba gdzieś być. Więc zostaną przy nim, a jeżeli Kwaśniewski nic nie zorganizuje, to wspólnie ze swoim „katem i oprawcą” znajdą winnego tego, że są obrażane.

Przekonajcie mnie teraz, że to nie będzie wina Kościoła?





.

Dlaczego żarło, żarło i zdechło?


Kiedyś, ale jeszcze całkiem niedawno byłam gorącą zwolenniczką równouprawnienia wszystkich istot na Ziemi niezależnie od rasy, wyznawanych poglądów i płci. Z bardzo prostego powodu: nikt nie ma wyłączności na ustalanie praw ograniczających prawa innych jeżeli nie czynią oni szkody ani nie zagrażają czyjemuś bezpieczeństwu.

I pewnie gdybym była Niemką, Francuzką czy inną obcą, moje poglądy nie uległyby zmianie tylko dlatego, że jest coś takiego jak polityka. Wszak polityka jest także elementem ustalania praw i nie powinna opierać się  na czynieniu szkody innym czy zagrażaniu ich bezpieczeństwa. 

Ale jestem Polką i jeszcze ten kraj jest mi bliski. Chociaż już coraz mniej.

Polska polityka zaprzecza wszystkim poznanym mi dotąd sposobom współrządzenia państwem. Pisząc „współrządzenia” mam na myśli tych, którzy nie rządzą, ale mają moralny obowiązek wspierać rządzących także, gdy chodzi o coś więcej niż przydzielanie sobie ekstra premii. Niestety w Polsce rządzi kasa i ona jedna jest ponad podziałami. 

Kasa a nie solidarność z obywatelami.

Więc jako jedna z niewielu solidaryzowałam się z wszystkimi, którzy z powodów ideologicznych mają ograniczone prawa, mimo tego, że pracują, płacą podatki i niejednokrotnie aktywnie działają na rzecz społeczności lokalnych. Świętą zasadą, którą kieruję się w życiu jest niegrzebanie w prywatnych sprawach ludzi, a już najświętszą -trzymanie się z dala od ich sypialni.

Ale w ciągu ostatniego roku przeszłam „głęboką ewolucję”, która potwornie zweryfikowała moje poglądy na rzeczy, które do tej pory nawet nie były przedmiotem rozmyślań. Ta ewolucja była efektem pojawienia się w polskim Parlamencie hybrydy pod nazwą Ruch Palikota, która to hybryda pozwoliła mi poznać bliżej ludzi, a raczej środowisko, które wydawało mi się, że było dyskryminowane.

Dzisiaj, po roku, śmiem twierdzić, że słusznie.

Chyba nigdy jeszcze nie spotkałam tak napastliwej, zakompleksionej grupy ludzi, bez żadnego, minimalnego nawet poczucia własnej wartości. Nie spotkałam jeszcze tak wulgarnego środowiska, które w tak prostacki sposób zohydzało wszystko co nie znajdowało się w przedziale ich zainteresowań. Nie spotkałam jeszcze tak nietolerancyjnego środowiska wobec  ludzi mających inne zdanie, inne opinie i inne wartości w życiu. Nie spotkałam jeszcze tak wścibskiego środowiska, które zajrzy do każdej sypialni, pod każdą kołdrę, choćby kołdra przykryta była stuletnim kurzem. 

Do Parlamentu weszli ludzie nie znający pojęcia takt – choć nazywający siebie kulturalnymi. Weszli ludzie nie wiedzący co dzieje się na świecie – choć nazywający siebie wykształconymi. Nie wiedzący jak funkcjonują i na czym opierają się demokracje – choć nazywający siebie oświeconymi.

Przez rok czasu słuchałam jęki o tym, że geje nic nie mogą, że nie mogą się hajtać, nie mogą żyć jak inni, że są dyskryminowani przez kościół i resztę społeczeństwa. Jednocześnie ze strony tych dyskryminowanych słyszałam, że należy zakazać księżom poruszania się w sutannach po ulicach, że katolicy to ciemna masa, że kobiety dostają po twarzach przez księdza, że minister to „katolicka ciota”.

Dzisiaj po roku mogę powiedzieć, że do praw trzeba dorosnąć. Do demokracji także. I ci, którzy chcą praw dla siebie powinni zastanowić się z kim chcą o te prawa walczyć i powinni zweryfikować swoje wybory. Inaczej nigdy nie osiągną celu.

Oczywiście związki partnerskie powinny być zalegalizowane. 

I to tyle i aż tyle. Ale ani kroku dalej. Do tego by czegoś żądać – trzeba także coś ofiarować. Leniwe związki oparte na wygodnictwie, a nie na odpowiedzialności nie mogą rościć sobie praw do ulg finansowych od państwa, takich jak związki, w których wymagane jest poświęcenie się. Ponieważ państwo wynagradza za poświęcenie, a nie za koty.

Nie mogą sobie także rościć praw do adopcji dzieci. Ostatni rok pokazał także, że do tego trzeba wielkiej odpowiedzialności, a nie tylko nienawiści do księży i przedstawianiu kobiety jako istoty zamkniętej „w czarnej dziurze macicy, na straży której stoi ksiądz z kadzidłem”.

Takie podejście spowoduje tylko tyle, że wyrośnie kolejne pokolenie ludzi widzących przyczyny niepowodzeń swojego życia we wszystkich - tylko nie w sobie. Kolejne pokolenie przeżarte nienawiścią i - co najtrudniejsze do akceptacji - pogardą dla kobiet.

Tak więc drodzy oświeceni na barykadach. Najpierw dorośnijcie, a potem żądajcie praw.



Więcej jak zawsze na portalach Salon24, Newsweek i TokFm




.

Prawie niczym nie różnimy się od Europy..


Kuba Wojewódzki napisał felieton dla Newsweeka. Wypowiedział swoją opinię na temat polityki, patriotyzmu i o ile w wielu kwestiach przyznam mu rację - min. to, że do wolności nie dorośliśmy - to jednak muszę stwierdzić, że sam autor felietonu dostarcza sporo  dowodów na potwierdzenie swoich słów. Nie każdy głupieje na widok „cycatej laski” – w większości Polacy znają wartość wolności, ale jak to z większością bywa – milczą, dając w ten sposób przyzwolenie na wrzaski wszelkiej maści ekstremistom z prawej i lewej.

Jednak zastanowiło mnie jedno zdanie, które padło w tekście. Mianowicie zdanie, które kiedyś powtarzał Jarosław Kaczyński. Zdanie, które wżerało się nam w mózgi i pewnie, którego wszyscy już mieliśmy dość. Zdanie, które musiało zapaść w pamięci i które adoptowało się jak wirus do obecnych warunków.

Kiedyś prezes Kaczyński powtarzał jak mantrę „Wszyscy się z nas śmieją”– była to dość bezradna reakcja na przegrane wybory, która nie dość, że kwestionowała demokratyczną decyzję rodaków to jeszcze była jak toksyczny jad wpuszczany do organizmu tylko po to, by wyssać z niego chęci do życia.

Każdy leniuch, który chce poprawić sobie samopoczucie właśnie poprzez umniejszanie innych będzie celebrował swój leniwy poziom.

Ale nie oczekiwałabym podobnych słów od człowieka, któremu inteligencji nie brakuje, chociaż czasami brakuje taktu. Człowieka, który jest obyty, obrzydliwie bogaty i który zna świat na tyle, by móc obiektywnie wypowiadać kwestie związane z opinią jaka krąży na nasz temat. 

Na temat Polaków.

„Staliśmy się dla Europejczyków specyficznym, odrębnym gatunkiem człowieka”. Podobno przyjaciele Kuby, którzy pracują w Parlamencie Europejskim wykrzywiają się gdy słyszą hasło z Polską w tle. Nie zapytam jaka jest jakość przyjaciół, którzy krzywią się przy Polaku na dźwięk słowa „Polska”..

Każdy ma takich przyjaciół na jakich go stać.

Ale są  w naszym kraju ludzie, którzy próbują usilnie nam wmówić, że cała Europa nie robi nic tylko wczytuje się w polską prasę w oczekiwaniu na coś czego nie zobaczy na swoich ulicach: 

1.Oczywiście tylko w Polsce ekstrema z prawej leje się z ekstremą z lewej. Żaden kraj w Europie tego nie doświadcza.

2.Oczywiście tylko w Polsce ludzie są przeciwni związkom partnerskim, aborcji. Europa nie zna przypadków by obywatele sprzeciwiali liberalizacji obyczajności.

Ile w tym zwykłej demagogii?

Ekstrema w Europie tak się leje, że nasza musiałaby się jeszcze sporo nauczyć. Namiastkę dali anarchiści z Niemiec rok temu. A gdyby popatrzeć jak leją się w Hiszpanii czy Francji to ho ho.. Różnica polega tylko na tym, że żadna strona nie robi z siebie dupy i ofiary, że została zaatakowana. Tam gdy ludzie idą na ulice to pokazują, że mają jaja, a nie portki pełne strachu.

Społeczności europejskie nie są aż tak oświecone by akceptować związki partnerskie, ale szanują (przynajmniej starają się) szanować prawo, które narzuca im rząd. To wcale jednak nie oznacza, że geje i gejowate czują się komfortowo. Mentalność ludzka ma swoje drogi istnienia – ustawodawstwo swoje. Jak bardzo nie podobają się z góry narzucane regulacje prawne pokazały ostatnie manifestacje w Paryżu, które zamknęły się w granicach 70 tysięcy manifestantów (wersja policji) i ponad 100 tys. (wersja organizatorów, ale oni zawsze podają więcej).

Jednak nijak to się ma do informacji portalu gazeta.pl która napisała, że wyszło na ulice tylko  kilka tysięcy. Ale prawdziwe dane gryzłyby się z ideą Europy Nowoczesnej, na którą tak powołuje się polska lewica.

Kuba napisał także, że „kiedyś cała Europa gotowa była wieszać sztandar Solidarności jako flagę wolności, nadziei i triumfu”. Nie rozumiem dlaczego zdanie to przybrało formę czasu przeszłego.

Nie jestem tak mądra jak Kuba, nie mam przyjaciół w PE. Ale mam troszkę znajomych to tu to tam w Europie. Zwykli, normalni ludzie, których spotykam w czasie swoich wędrówek. I nigdy jeszcze nie spotkałam się z niechęcią ani jakimikolwiek oznakami wykrzywienia twarzy na wiadomość, że jestem z Polski.

Mało tego, ile razy próbowałam porozumieć się po angielsku czy niemiecku napotykałam na barierę złych emocji. Raz gdy zgubiłam się w Paryżu, angielski spowodował tylko tyle, że każdy z uśmiechem na twarzy pokazywał mi inny kierunek. Drugi raz gdy w jakiejś katedrze czaiłam się z aparatem koło ołtarza, a nie wolno było, czego nie chciałam zauważyć.

I z obu tych sytuacji wyciągnęła mnie „Solidarność” i Wałęsa.

W Paryżu, gdy zatoczyłam kolejne koło i zaczęłam robić w portki ze strachu - by rozładować emocje siarczyście po polsku zaklęłam. I nagle wyłonił się człowiek, który zapytał czy jestem z Polski, a gdy potwierdziłam wypowiedział trzy magiczne słowa  - właśnie Solidarite, Pologne  i Walesa. Zaprowadził mnie do hotelu całą drogę coś klarując podekscytowany, a czego kompletnie nie rozumiałam.

I drugi przypadek kilka tygodni temu, gdy dopadł mnie strażnik katedry i nakazał skasować na miejscu zdjęcia. Nie pomogły tłumaczenia, prośby.. im bardziej błagałam tym bardziej się chmurzył. Wreszcie powiedziałam, że jestem z Polski. Tak pięknego uzębienia jakie ukazało się moim oczom nie widziałam jeszcze. Powiedział, że oni też walczą o niepodległość (Katalonia) i wiedzą, że wygrają skoro my wyrwaliśmy się z komunizmu.

Po czym poszedł znęcać się nad inną turystką. 

Dlaczego o tym napisałam? 

By powiedzieć wam, że nie ma kraju idealnego. W Europie się leją z powodu gejów, islamu, kryzysu, nacjonalizmów.. takie są uroki demokracji. Policja jest od tego by to tonować pałką, a czasami tylko perswazją. Polska nie jest ani wyjątkiem na tym tle ani jakimś szczególnym przypadkiem. 

Różnicą jest tylko poziom polityków i mediów.

Polityka polska jest wulgarna dzięki politykom i nie muszę przypominać dzięki którym. Codziennie słyszymy określenia uwłaczające godności człowieka, a które przykrywa się istotą oczytania i intelektu. A media zajmują się przede wszystkim lansowaniem partii a nie przekazywaniem faktów. Domniemywaniem i kreowaniem afer a nie sprawozdaniami co tak naprawdę się dzieje. 

I to jest jedyna różnica między nami a Europejczykami. 


więcej: 







.

Równi wobec wszystkich


W natłoku pozornie ważnych spraw, które koszą wszystkie inne sprawy, niezauważenie przechodzą sprawy naprawdę ważne. Ważne dla poczucia wartości każdego człowieka, który boryka się z poważnymi problemami w kompletnie niepoważnym kraju.

Ten trochę maślany wstęp jest krótkim podsumowaniem wczorajszego dnia, który w Polsce objawił się pod postacią Igrzysk Na Ulicy Wiejskiej, które z racji nazwy ulicy, słusznie na to miano zasługują. Igrzysk przejawiających się w krzyczeniu i prawie rwaniu szat. Igrzysk wyzwisk i prostackiego słowotwórstwa. Wiejska ma to do siebie, że już od dawna ciągnie wiochą i nie powinniśmy się nawet łudzić, że ci z Wiejskiej wniosą do życia publicznego coś więcej niż tylko naukę wspinania się na świecznik, po łbach tak samo chętnych do bycia na szczycie.

Każdy kraj ma igrzyska na miarę swoich możliwości i swojej publiczności.

Prawie tysiąc kilometrów dalej rozpoczęły się inne igrzyska. Są to igrzyska osób niepełnosprawnych – nazywane paraolimpiadą i jest to pokaz wielkich zwycięstw, na które nie byłoby stać pewnie żadnego naszego olimpijczyka z Wiejskiej.

Ale jest to także pokaz męstwa w każdym znaczeniu. Pokaz hartu i odwagi, który może być przykładem dla każdego. Przede wszystkim dla zdrowych ludzi, którzy myśląc czasami o niepełnosprawności nie mogą pozbyć się przekonania, że woleliby w takiej sytuacji umrzeć niż walczyć o życie.

Jeszcze w lipcu – patrząc na występ biegacza Oscara Pistoriusa, który stanął do biegu jak równy z równym ze sprawnymi fizycznie zawodnikami, zrozumiałam, że równouprawnienie i równe traktowanie ma zupełnie inny wymiar poza polskimi granicami niż podobne kwestie poruszane na naszym wiejskim ogródku.

Tam, za granicą nie ma litości – u nas jest tylko politowanie. Tam jest ciężka harówa – u nas walka o jak najmniej pracy. Tam równy ma być równy z równym – a u nas równi mają moralny obowiązek patrzeć ze współczuciem na nierównych bo inaczej rozpoczną się polskie igrzyska na Wiejskiej. Igrzyska na słowa o nierówności.

Powiecie, że to bez sensu?

Oczywiście przyznam wam rację. Polska walka o równość to jęk zdrowych nad losem tych, którzy czują się wykluczeni. Ale nie jest to jęk, który ma przynieść poprawę – to jęk, który ma wbić niepełnosprawnych jeszcze bardziej w wózki inwalidzkie, jęk mający zabrać im chęci do aktywnego życia. Jęk, który ma utwierdzić każdego wykluczonego, że bez pomocy polityków nie zrobi nic.  

Jęk polskich zdrowych ma mieć  tylko wymiar medialny - jak jaskrawy kwiatek w butonierce: ja jęczę dla dobra polskich wykluczonych (ich brak możliwości jest dla mnie szansą na karierę), to ja jestem głosem mówiącym ich głosami, podążajcie za mną, ja jestem waszą przyszłością..

-----------

Patrząc na Pistoriusa kończącego swój bieg pomyślałam, że walka o równouprawnienie powinna toczyć się na zupełnie innej płaszczyźnie. W tym biegu każdy robił swoje – miał dobiec jak najszybciej do mety. Nikogo o zdrowych i mocnych dwóch człapach nie interesowało, że wśród biegaczy jest jeden o dwóch zdrowych i mocnych protezach. Stanął do rywalizacji bez żadnych szans na wyrozumiałość. Miał do wyboru: walczyć jak równy z równym albo nie walczyć wcale.

Pistorius przeciera właśnie szlak do sportowych walk, w których bez znaczenia będzie czy ktoś ma nogi czy też nie. Ważne, że będzie biegł. Bez znaczenia będzie czy do ma ręce czy też nie. Ważne, że będzie strzelał z łuku w środek tarczy. Ponieważ najważniejsze będzie to, że wszyscy stają do zawodów jak równy z równym i stają do nich wspólnie nie dlatego, że ktoś im na to zezwolił, ale dlatego, że są tak samo doskonali w tym co robią i mają takie same szanse na zwycięstwo..

Ponieważ gdy wszyscy są równi nie ma miejsca na żadną pobłażliwość.













.


Niebezpieczne związki


Kiedyś wszystko było prostsze. Dwie osoby spotykały się, zakochiwały, brały ślub i przy wielkiej mądrości dotrwały do diamentowych godów. Kiedyś życie było spokojniejsze, wolniejsze i mniej skomplikowane. Dwie osoby wiążąc się ślubem zapewniały sobie gwarancję łatwiejszego pokonania trudów codzienności.

Pamiętam czasy komuny gdy w duecie łatwiej było przetrwać chociażby ze względu na przydział kartek żywnościowych. Była różnica między kilogramową racją mięsa czy cukru więcej, którą dysponowała rodzina niż tym co miał do dyspozycji singiel. Pamiętam także presję jaką wywierało środowisko na dziewczynę pozostającą w statusie singla. Oczywiście co innego chłopak. Reguły były jasne: on nie ma się do czego śpieszyć, a jej nikt nie chce. On musi się wyszaleć a (w analogicznej sytuacji) ona się puszczała.

Naprawdę proste zasady.

Zdarzały się także luźne związki. Nazwy, w zależności od stopnia zgorzknienia wścibskiej sąsiadki, ocierały się o „kocią łapę”, „kartę rowerową” a jeżeli opisujący uważał się za mądrego nazywał to konkubinatem. Jak tego nie nazywano - konkubinat gwarantował życie jak w poczekalni.. jeden partner wchodził a drugi wychodził. Konkubinat zazwyczaj związany był z patologiami, melinami, pijaństwem i pomocą społeczną na trwałe wpisaną w życiorys.

Ale czasy powoli się zmieniały.

Niewiele zmieniło się w mentalności ludzkiej, ale zmieniały się warunki materialne i pojawiły możliwości samodzielnego życia nawet dla osób średnio sytuowanych finansowo. O ile własny kąt jeszcze dzisiaj jest marzeniem dla wielu, tak z wynajęciem nie ma wielkich problemów. I ta możliwość otworzyła drogę do większej swobody obyczajowej i ucieczki przed presją zakładania rodziny.

Dzisiaj młodzi ludzie wynajmują mieszkanie i prowadzą życie nie łącząc się prawnymi zobowiązaniami. Tak jest łatwiej, wygodniej i co najważniejsze – daje obu stronom możliwość natychmiastowego zakończenia związku jeżeli ich drogi zaczynają się powoli rozchodzić. Oczywiście nie możemy zapominać, że możliwość ucieczki bez żadnych prawnych skutków jest najbardziej na rękę facetom a nie nowoczesnym facetkom.

To oni mają luzik w związku i to oni mogą robić co chcą. Kobieta w takim związku zazwyczaj jest na pozycji spalonej. Gdy po latach wolnego pożycia napomknie miłemu do ucha, że fajnie by było mieć ślicznego potomka może spowodować tylko jego wzmożoną czujność w czasie łóżkowego zapomnienia, a nawet jeżeli uśpi jego czujność to i tak może z brzuchem zostać sama.
Na szczęście, dzisiaj samotna kobieta z brzuchem nie jest sensacją więc problem wścibskich sąsiadek nie istnieje. Ale inne problemy pozostają niezmiennie takie same: jak sobie teraz dać radę?

Może być też tak, że jeżeli partnerka napomknie tylko o ślubie – ot tak, z głupia frant, to jej facet zaczyna czuć się osaczony. Więc znowu jest na pozycji spalonej ponieważ ona już wie, że chciałaby z nim do końca życia, ale widzi, że on z nią już nie tak bardzo.

I co wtedy?

Zaczyna się tkwienie w takim związku ze strachem, że on sobie pójdzie i ona zostanie na lodzie. Więc podstępnie pojawia się dziecko i potem ma miejsce ślub. Czasami dopiero po kilku latach gdy dzieciak zaczyna zadawać pytania ponieważ sam już nie wie jak się naprawdę nazywa.

Tak czy inaczej dochodzi do ślubu i przynajmniej teoretycznie kobieta ma do czegoś prawo. Nawet jeżeli jej partner postanowi odejść - w rozpaczy może mu to uniemożliwić na długie lata albo finansowo zniechęcić do odejścia.

Jakie ma prawa w podobnej sytuacji żyjąc w niezalegalizowanym związku?

Może się wypłakać. Może usłyszeć, że to nie jego dzieciak. Może nawet usłyszeć, że on jeszcze nie jest gotowy do trwałego związku – co oznacza tylko tyle, że związek z nią to przejściówka do czasu aż się naprawdę zakocha. Podobnie jak Kazimierz w Izabelli.

Facet opuszczający swoją dziewczynę odchodzi nie jako łajdak, ale jako poszukiwacz swojej połówki. Gdy odchodzi mąż od żony - odchodzi jako łajdak i łajdakiem pozostanie wraz ze swoją kochanką, z którą kręcił na boku w nieformalnym związku.

Tak to wygląd drogie dziewczyny i nie odczarujecie świata. Małżeństwo jest gwarancją stabilności dla was a dla nich smyczą, która ogranicza ich możliwości poznawcze i ma trzymać ich w ryzach wierności. Inna sprawa czy ta smycz ich powstrzyma, ale niezależnie od następujących zdarzeń - im większy z niego łajdak tym więcej w waszej kieszeni jako rekompensata strat moralnych.

Oczywiście są związki, które darzą się ciepłymi uczuciami, ale nie jest to miłość tylko wspólnota i wygoda. Przyjacielskie sypianie ze sobą, przyjacielskie wyjście do kina, wypady za miasto czy wspólny Sylwester. Ale jak długo w takim związku można żyć?

Przychodzi moment, że zaczynamy myśleć o przyszłości i stabilizacji. Czas nieubłaganie leci i wystarczy, że zastanowisz się co będzie za 10 lat. Może na samą myśl, że będziesz dalej w zawieszeniu czujesz niepokój? Może będziesz z kimś innym a może z nikim nie będziesz? Może będziesz chora i twój luźny związek nie wytrzyma tej próby? Bo gdyby on był chory, to ty jesteś gotowa do poświęcenia..

Myślisz, że gdy państwo pozwoli ci wspólnie z nim wypełniać PIT to będzie po problemie? Myślisz, że jeżeli państwo powie, że jesteście na równych prawach to nawiedzony lekarz będzie musiał powiedzieć ci wszystko o chorobie twojego partnera? Będziesz się kłóciła z lekarzem o swoje prawa? A może nawet z rodziną twojego partnera?

Nie. Bo nawet nie masz szans. Podobnie jak trudna będzie droga sądzenia się o waszą wspólną własność jeżeli rodzina się uprze, a wy nie zabezpieczycie się testamentem. I może pomyślisz wtedy: po cholerę mi była walka o PIT - mogłam pilnować tego co należy.

Związki partnerskie są doskonałe, ale dla młodych ludzi. Pozwalają im sprawdzić się w nowych rolach, sprawdzić w samodzielności, posmakować życia we dwoje bez czujnej kontroli rodziców. Ale wraz z wiekiem i upływającym czasem kobiety nie unikną psiego przywiązania i przyzwyczajenia. One im starsze tym bardziej okopują się w swojej rzeczywistości. A faceci im starsi - tym bardziej są znudzeni i szukający straconej młodości. Oni dla odmiany rozkopują się.

To parcie do legalizacji związków partnerskich jest niczym innym jak właśnie zabezpieczeniem swojej przyszłości. Ale dla mnie pozostanie tajemnicą dlaczego dwoje ludzi żąda od państwa by pozwoliło im podpisać dokument w USC, ale wzdryga się na samą myśl o założeniu obrączek w tym samym USC i przed tym samym urzędnikiem.
A już najbardziej zadziwia mnie, dlaczego ludzie, którzy chcą zachować swoją wolność i niezależność, wymagają by państwo regulowało ich życie, pilnowało ich spraw finansowych i gwarantowało świadczenia po partnerze.

Gdzie w tym wszystkim jest miejsce na tak umiłowaną swobodę i odpowiedzialność za swoje życie?



Komentarze czytelników na stronach:

Tok Fm

Salon 24



.